Kowalska: mam nadzieję, że za kilka lat kobiecy futbol stanie się na tyle popularny, że będę mogła w całości mu się poświęcić

Kowalska: mam nadzieję, że za kilka lat kobiecy futbol stanie się na tyle popularny, że będę mogła w całości mu się poświęcić Fot. Skra Częstochowa, Milena Kowalska z lewej w różowej koszulce

– To nadal jest dość niszowy sport. Nie zarabia się w nim tyle pieniędzy, że mogłabym zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę – mówi nam Milena Kowalska, pochodząca z Radomska piłkarka, która pomimo młodego wieku reprezentuje już barwy Skry Częstochowa w II lidze kobiet. W wywiadzie dla portalu Radomsko24.pl mówi o swoich początkach, realiach kobiecej piłki nożnej i pandemicznej odsłonie futbolu.

Radomsko24: Kiedy zaczęłaś grać w piłkę?
Milena Kowalska: Nie umiem dokładnie odpowiedzieć na to pytanie, choć ludzie zadają je dosyć często. Jak udało mi się z tatą ustalić, zaczęło się to jakoś w pierwszej klasie podstawówki.

Gdzie wtedy grałaś?
W MUKS „Szóstka” Radomsko. Chodziłam do PSP nr 6, więc miałam tam najbliżej, a poza tym klub jest prowadzony przez mojego tatę. 

A potem przeniosłaś się do Łodzi.
W Radomsku grałam z chłopakami, ale musiałam przestać, bo nie pozwalały mi już na to przepisy. Występowałam wtedy w kadrze województwa łódzkiego, którą prowadził trener SMS-u Łódź (SMS; Szkoła Mistrzostwa Sportowego – dop. red.). Dostałam propozycję, by pójść do szkoły sportowej. SMS to bardzo dobry klub, można wręcz powiedzieć, że wiodący w szkoleniu młodych dziewczyn. Nic więc dziwnego, że się zgodziłam.

Przeprowadzka była trudna?
Zrobiłam wiele, by przekonać rodziców i pójść tam do 7 i 8 klasy. W SMS-ie grałam już co prawda w drugiej połowie 6 klasy, ale wtedy musiałam jeździć do Łodzi w każdy weekend. Później mieszkałam już w bursie. 

Co skłoniło cię do ponownej zmiany drużyny, tym razem na częstochowską Skrę?
Jednego powodu nie ma, złożyło się na to wiele czynników. Nie chciałam stawiać wszystkiego na futbol, a poza tym w liceum sportowym nie było klasy o profilu, który mnie interesował. Ponadto czułam, że mój rocznik był w pewien sposób pomijany i nie grałam tyle, ile chciałam. Za wiele mnie tam nie trzymało, więc postanowiłam wrócić do Radomska. Nie chciałam jednak kończyć z piłką.

W wakacje 2019 r. jedziesz na stadion Skry przy ul. Loretańskiej. I co dalej?
Najpierw pojechałam na sparing, taki mecz testowy. Było lato, więc wiele dziewczyn ze Skry nie wróciło jeszcze z wakacji, w tym także kluczowych zawodniczek. Przeciwnik nie był specjalnie wymagający. Nie byłam co prawda testowana na swojej docelowej pozycji, ale i tak całkiem nieźle dałam sobie radę.

Kim zatem jesteś na boisku?
W tym sparingu grałam na środku pomocy, natomiast moją główną pozycją zawsze był środek obrony. Później, gdy już trenowałam razem z drużyną, wróciłam na swoją pozycję. 

Ten dzień wiązał się z dużą ilością stresu. Na szczęście na boisku w ogóle tego nie czułam i Skra od razu chciała mnie u siebie. Dopiero po powrocie do domu zeszła ze mnie adrenalina i zobaczyłam efekty stresu: położyłam się na łóżku i źle się czułam prawie do końca dnia.

W Skrze grasz półprofesjonalnie?
Nie mam żadnego kontraktu, jeśli o to pytasz. W drugiej lidze kontrakty to kwestia bardzo indywidualna. Ja po prostu kocham grać w piłkę, pieniędzy za to nie dostaję.

Uczysz się też w liceum. Ciężko jest ci połączyć naukę z grą?
Do Częstochowy dojeżdżam pociągami, lub zawozi mnie ktoś z rodziny. Nie mam jeszcze prawa jazdy, które z pewnością pomogłoby mi w wielu kwestiach. Po szkole odrabiam wszystkie lekcje, uczę się tyle, ile jestem w stanie, zabieram wcześniej przygotowane jedzenie i jadę na dworzec. Często udaje mi się jeszcze trochę pouczyć w pociągu. Gdy już jestem w Częstochowie, to idę z dworca na stadion Skry. Z powrotem w Radomsku jestem około godz. 22 albo nawet później.

Ile trwa taki trening?
Na siłowni jest zazwyczaj godzina, a następnie półtorej na boisku.

A ile razy w tygodniu?
To zależy. Podczas okresu przygotowawczego w lecie jeździłam do Częstochowy nawet 5-6 razy w tygodniu. Podczas sezonu są trzy treningi w tygodniu oraz mecz. Gdy gramy na wyjeździe, to dojść do tego może dwudniowy wyjazd, tak było na przykład podczas spotkania z Kotwicą Kołobrzeg. 

Jak wyglądała sytuacją z kobiecą piłką, gdy zaczynałaś grać, a jak wygląda teraz?
Powiem ci, że na początku niespecjalnie się tym interesowałam, bo byłam małą dziewczynką. Dopiero gdy zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy chcę wiązać swoją przyszłość z futbolem, zaczęłam dokładniej zgłębiać temat zarobków i warunków do gry. Między innymi dlatego nie zostałam w SMS-ie. To nadal jest dość niszowy sport. Nie zarabia się w nim tyle pieniędzy, że mogłabym zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Zamierzam w przyszłości studiować i grać jednocześnie. Choć, co oczywiste, mam nadzieję, że za kilka lat kobiecy futbol stanie się na tyle popularny, że będę mogła w całości mu się poświęcić.

Widzisz jakiś progres?
Raczej tak. Jest coraz więcej współprac reklamowych z piłkarkami, angażują się one też w różne akcje, jeżdżą po Polsce i spotykają się z dziewczynkami zachęcając je do gry w piłkę. Nie wspominam już nawet o tym, że powstaje coraz więcej damskich drużyn. Na pewno idzie to do przodu, ale na razie dosyć powoli.

Ile może zarobić piłkarka grająca w Ekstralidze (najwyższa kobieca liga w Polsce - dop. red.)?
Tak dokładnie nie jestem w stanie ci powiedzieć, bo nie mam żadnej bliskiej koleżanki, która by tam grała. Na pewno nie są to jednak zarobki w jakikolwiek sposób porównywalne do zarobków mężczyzn. Próbowałam szukać jakichś kwot, choćby orientacyjnych, ale ciężko znaleźć coś konkretnego.

Do klubu przyszłaś w sierpniu 2019 r., ale ze względu na wiek musiałaś poczekać kilka miesięcy na swój pierwszy występ. Na boisko wchodzisz mniej więcej w połowie pierwszej rundy. A potem przychodzi pandemia. Czujesz, że to cię w jakiś sposób zastopowało?
Po pierwszej rundzie, w której zagrałam tylko ostatnie dwa mecze, uplasowałyśmy się na trzecim miejscu. Ponieważ reorganizowano wtedy całą kobiecą piłkę, to dało nam to możliwość utrzymania się w nowej, znacznie mocniejszej drugiej lidze.

Poprzedni sezon był w ogóle nietypowy: ogólnie jest tak, że teraz są dwie grupy w II lidze, wschodnia i zachodnia, a wtedy były 4. Drużyny z pierwszych miejsc grały mecz o awans do pierwszej ligi, te z drugich miejsc miały zapewnione utrzymanie, a z kolei my mieliśmy grać baraże, żeby nie spaść do III ligi. Reszta drużyn spadała. Chodziło o to, żeby w I lidze i Ekstralidze zostały tylko najlepsze i najbardziej profesjonalne zespoły.

Wracając jednak do pytania: czy pandemia podcięła mi skrzydła? Myślę że nie. Podczas pandemii wiele sobie uzmysłowiłam i faktycznie dotarło do mnie, jak wiele piłka nożna dla mnie znaczy. Chyba wróciłam do gry nawet bardziej zmobilizowana. Jasne, wolałabym rozegrać tę rundę, ale nie sądzę, żeby lockdown wpłynął jakoś bardzo na moją grę.

Na razie zajmujecie pierwsze miejsce w swojej grupie z 24 punktami. Będziecie w tym roku walczyć o awans?
A kto ma to robić jeśli nie lider? Na początku sezonu nie wiedziałyśmy, czego się spodziewać, bo przecież teraz w II lidze grają zespoły, które jeszcze rok wcześniej występowały w pierwszej. Naprawdę miałam sporo obaw, choć przecież wiedziałam, że mamy za sobą dobrze przepracowany okres przygotowawczy i kilka niezłych sparingów. Jak się jednak okazuje, niepotrzebnie się bałam.  Nie przegrałyśmy jak dotąd żadnego meczu i możemy spokojnie walczyć o awans. 

Jak często wybiegasz na boisko w pierwszym składzie?
W rundzie, która właśnie się zakończyła, zagrałam pełną liczbę minut w każdym spotkaniu za wyjątkiem pierwszego.

Dlaczego?
Okazało się wtedy, że mam błąd w badaniach lekarskich i nie mogę wystąpić. A naszym przeciwnikiem w pierwszym meczu był mój poprzedni klub, SMS Łódź, więc bardzo mi na tym zależało. 

Masz jakiś wzór do naśladowania w sporcie?
Na co dzień wzorem dla mnie jest mój tata, który sam był piłkarzem i obecnie stara się prowadzić mnie w tej piłkarskiej drodze. Jeśli natomiast chodzi ci o zawodniczki, które na co dzień grają w klubach, to myślę, że najbardziej inspiruje mnie Olga Zubczyk, która reprezentowała barwy SMS-u Łódź mniej więcej w tym samym momencie co ja. Obecnie gra w Czarnych Sosnowiec. Najbardziej imponuje mi w jej grze  pewność siebie i opanowanie, zwłaszcza że gramy na tej samej pozycji. Środkowi obrońcy mają naprawdę ważną rolę do odegrania na boisku, za nami jest już tylko bramkarka. Mam dopiero 16 lat, jestem najmłodszą zawodniczką wybiegającą regularnie w pierwszym składzie. Bardzo dużo muszę się jeszcze nauczyć, ale autorytetów wokół mnie nie brakuje.

Jaka jest, twoim zdaniem, przyszłość kobiecego futbolu w Polsce?
Na pewno powstanie więcej szkółek dla dziewczyn, nawet w takim mieście jak Radomsko. Pewnie wraz ze wzrostem marketingowej siły piłkarek coraz więcej dziewczyn będzie chciało grać w piłkę, a to z kolei sprawi, że poprawią się zarobki i warunki do gry. Obecnie są też wprowadzane nowe zasady dotyczące macierzyństwa piłkarek, co z pewnością jest sporym krokiem naprzód. Wszystko idzie ku dobremu, ale bardzo powoli.

Rozmawiał Mateusz Patalan.

Więcej o:
milena kowalska piłka nożna futbol kobieca piłka skra częstochowa sms łódź ii liga kobiet
Wróć na stronę główną

KOMENTARZE

PRZECZYTAJ JESZCZE