Urodziny najważniejszego piłkarza lat 90 – Ronaldinho!

Urodziny najważniejszego piłkarza  lat 90 – Ronaldinho!

Ronaldo de Assis Moreira Junior. Można by o nim pisać godzinami, a nadal nie wyczerpałoby się tematu. Jeśli jest jeden piłkarz, któremu zawdzięczam swoją pasję do piłki nożnej, to wskazać można jedynie Ronaldinho.

Na dziesięć dzieciaków grających na podwórku, dziewięciu miało bazarową koszulkę z numerem 10 i słynnym pseudonimem. Nieważne jaką – domową Barcelony w kolorze bordowo-granatowym, brązową czy żółtą klubową wyjazdówkę, czy może kanarkowo-zieloną reprezentacji Brazylii – Ronnie czarował przecież w każdej z nich.

Jeśli ktoś nie miał okazji oglądać brazylijskiego geniusza przy pracy, to szczerze współczuję, ale moja próba opisywania go byłaby podobna do tłumaczenia, czym jest tęcza osobie od urodzenia niewidomej. Dość powiedzieć, że swoją wizją, techniką, szybkością, polotem, a także, przede wszystkim, radością z gry, Ronaldinho mógłby spokojnie obdzielić pięciu innych graczy, a i tak stać by go było na TĘ bramkę przeciwko Chelsea z sezonu 2004/2005.

Niestety, choć nigdy nie widziałem bardziej utalentowanego gracza, nie zdołał się on utrzymać na topie dłużej niż przez pięć lat, przez co nigdy nie będzie rozpatrywany wśród najlepszych zawodników w historii. Im bardziej komfortowo czuł się w Barcelonie, do której kupiono go przecież głównie przez fiasko transferu Davida Beckhama, tym bardziej sobie folgował. Na równi z piłką kochał dobrą zabawę, co prowadziło do nadwagi i większej podatności na kontuzje. Tego nie mógł zaakceptować Pep Guardiola. Choć Ronnie w swojej autobiografii twierdzi, że sam podjął decyzję o odejściu do Milanu, to tajemnicą poliszynela jest, że nowoprzybyły trener bał się, że Brazylijczyk wraz z Deco sprowadzą młodego Leo Messiego na nieodpowiednie tory. Można powiedzieć, że historia, dzięki której R10 w ostatnich miesiącach znowu zyskał popularność, idealnie opisuje jego karierę. Pobyt w paragwajskim więzieniu wynika prawdopodobnie z jego lekkomyślności – choć prawnik Brazylijczyka użył mocniejszego stwierdzenia – ale nawet tam legenda Barcelony cieszy się powszechną estymą, a częściej niż w celi, spędza czas uśmiechając się do zdjęć ze strażnikami, czy wygrywając turnieje o prosiaka.

Ronaldinho mógł i powinien osiągnąć zdecydowanie więcej, a mówimy przecież o mistrzu świata i kontynentu z reprezentacją, a także o zdobywcy Ligi Mistrzów, dwóch mistrzostw Hiszpanii i jednego Włoch, a także o laureacie Złotej Piłki. Jak sam jednak twierdzi, robił wszystko, by być szczęśliwym, a to, summa summarum, najważniejsze. Wszystkiego najlepszego, legendo.

A zakłady na współczesnych herosów boisk piłkarskich przyjmuje Betfan.

Więcej o:
Wróć na stronę główną

KOMENTARZE

PRZECZYTAJ JESZCZE