Na pierwszej linii frontu

Na pierwszej linii frontu

Najpierw było bagatelizowanie. Maseczka i rękawiczki przecież wystarczą. Później cios - to nie jest zabawa to poważne wyzwanie dla całego społeczeństwa. Nowe restrykcje, widmo kolejnego lockdownu, czyli zamknięcia granic państw i ludzi w domach. Każdego dnia przerażające dane o wzroście zakażeń i przede wszystkim, liczby ofiar. Od początku pandemii oni – służba zdrowia, ratownicy medyczni na pierwszej linii frontu.

Kilkanaście godzin - tyle średnio trwa dyżur. Jedna karetka wyjeżdżała nawet kilkanaście razy dziennie. Zwłaszcza do pacjentów z koronawirusem.

- My robimy naprawdę wszystko, żeby każdemu, kto tej pomocy potrzebuje udzielić. W miarę naszych sił i możliwości. Spotkam się z całym wachlarzem tego, jak ten wirus może przebiegać. Były przypadki łagodne, gdzie ludzie skarżyli się na kaszel i wzywali pogotowie. Byli i tacy, u których wirus powodował taką duszność, że dochodziło do zatrzymania krążenia – komentuje Piotr Bus, ratownik medyczny koordynator Ratownictwa Medycznego w Szpitalu Powiatowym w Radomsku.

Bardzo frustrującą rzeczą z punktu widzenia ratownika w karetce jest bagatelizowanie pandemii. Poddawanie w wątpliwość istnienia koronawirusa i niebezpieczeństwa, jakie ze sobą niesie. Ludzie wciąż mówią, że nie założą maseczki, bo w koronawirusa nie wierzą.

- Cały czas są takie osoby. Proszę nie bagatelizujmy pandemii. Wszyscy chcemy wrócić do normalności zdjąć maseczki, zdjąć kombinezony. I czuć się bezpiecznie. Wirus dopada wszystkich.. Dzisiaj jeździmy do ludzi młodych - dodaje Piotr Bus.

Cała rozmowa z ratownikiem medycznym Piotrem Busem, na portalu Radomsko24.pl, w poniedziałek 29 marca, o godzinie 19.45.

Więcej o:
staszczyk niezależnie piotr bus koronawirus
Wróć na stronę główną

KOMENTARZE

PRZECZYTAJ JESZCZE