Z zakładowego mieszkania wyeksmitowano mnie w Wigilię

Z zakładowego mieszkania wyeksmitowano mnie w Wigilię Fot. pixabay.com

- Pierwsze strajki latem 1980 roku, były reakcją na podwyżki cen mięsa i wędlin, wprowadzone przez ówczesną ekipę rządzącego Edwarda Gierka. „Nieuzasadnione przerwy w pracy” - jak głosiła partyjna propaganda i pisały gazety - zaczęły się w początkach lipca, m.in. w WSK PZL Mielec, Zakładach Metalurgicznych POMET w Poznaniu i Przedsiębiorstwie Transbud w Tarnobrzegu - wspomina radomszczanka Janina Gaj, działaczka Solidarności.

W sierpniu 1980 roku, cała Polska z zaciekawieniem obserwowała wydarzenia na Wybrzeżu, a komunistyczny rząd zakrywał oczy widzom, aby przypadkiem w innych częściach kraju nie zaczęto brać przykładu ze stoczniowców.

W Radomsku, ośrodku zatrudniającym 23 tys. robotników w fabrykach, przyłączenie do strajku nie było błyskawiczne. Jeszcze 30 sierpnia, Komitet Wojewódzki PZPR w Piotrkowie Trybunalskim raportował Warszawie o stabilnym funkcjonowaniu zakładów. Po otrzymaniu informacji o sukcesach na Wybrzeżu i Jastrzębiu 3 września rozpoczął się strajk w radomszczańskiej Fabryce Maszyn.

- To był zryw i euforia. Byliśmy pełni nadziei, że robimy wielką sprawę – wspomina dzisiaj Janina Gaj członkini tamtej Solidarności w Radomsku, a w 1980 roku pracownica Fabryki Maszyn.

Dzisiaj po czterdziestu latach wspominając, nie żałuje zaangażowania w opozycyjnym podziemiu. Mimo szykan, restrykcji - dzisiaj też stanęłaby w pierwszym szeregu.

- Wtedy mogłam zapomnieć o wczasach pracowniczych. Bez zbędnej dyskusji musiałam wyprowadzić się z rodziną z mieszkania, które otrzymałam z zakładu. O podwyżkach też mogłam tylko pomarzyć – mówi Janina Gaj.

Co dzisiaj mówi o Lechu Wałęsie? Oglądaj rozmowę z Janiną Gaj 28 sierpnia, w programie „Staszczyk Niezależnie”. Początek o godz. 19.45.

Więcej o:
strajk strajki radomsko janina gaj irek staszczyk
Wróć na stronę główną

KOMENTARZE

PRZECZYTAJ JESZCZE