W sezonie 2018/2019 polska Ekstraklasa napisała historię, którą trudno było przewidzieć nawet w najbardziej szalonym scenariuszu. Mistrzem Polski został Piast Gliwice – klub, który nie miał wielkiego budżetu, nie zatrudniał gwiazd i jeszcze kilka miesięcy wcześniej walczył o utrzymanie. A jednak to właśnie drużyna prowadzona przez Waldemara Fornalika sięgnęła po tytuł, który odmienił jej historię.
Początek bez euforii
Sezon nie zaczął się od mocnych deklaracji. W Gliwicach nikt nie mówił o mistrzostwie. Piast był uznawany za zespół środka tabeli – solidny, ale bez potencjału na coś więcej niż utrzymanie. Poprzednie rozgrywki zakończył na 14. miejscu, zaledwie punkt nad strefą spadkową. Celem było utrzymanie i ewentualne miejsce w górnej ósemce.
Waldemar Fornalik, były selekcjoner reprezentacji Polski, nie narzekał. Pracował spokojnie, krok po kroku porządkując zespół. Zimą nie było rewolucji kadrowej. Piast nie dokonywał spektakularnych transferów. Skupił się na tym, co miał – a miał więcej, niż wielu sądziło.
Piast grał zorganizowany futbol oparty na dyscyplinie i odpowiedzialności taktycznej. Nie dominował posiadaniem piłki, nie grał efektownie, ale był niesamowicie skuteczny w kontratakach i stałych fragmentach. Drużyna miała jasny plan na każdy mecz i konsekwentnie go realizowała.
Fornalik potrafił także wydobyć maksimum z zawodników, którzy wcześniej nie błyszczeli. Właśnie ta umiejętność – robienia z piłkarzy zespołu, a nie zlepku indywidualności – była kluczem. Jeśli ktoś obstawiałby zakłady bukmacherskie przed rozpoczęciem sezonu na to, że Piast zostanie mistrzem, to mógłby zostać uznany za głupca. Ale zespół z Gliwic faktycznie cieszył się z triumfu.
Przełomowa wiosna
Jesień była dobra, ale to runda wiosenna wyniosła Piasta na szczyt. Zespół zaczął regularnie wygrywać, tracił bardzo mało bramek i punktował tam, gdzie inni się potykali. Kluczowe było też to, że Fornalik potrafił idealnie zarządzać rytmem gry – nie forsował tempa, gdy nie trzeba, ale potrafił zespół podkręcić, gdy pojawiła się szansa.
Największym testem była runda finałowa. W grupie mistrzowskiej Piast nie tylko nie pękł, ale wręcz wszedł na wyższy poziom. W pokonanym polu pozostawił między innymi Legię Warszawa, Lechię Gdańsk czy Lecha Poznań.
Piast nie był klubem, który wzbudzał emocje w skali kraju. Nie miał ogólnopolskiej rzeszy fanów, nie był medialnym gigantem. A jednak sukces gliwiczan wywołał szacunek i podziw nawet u największych rywali. Eksperci zgodnie podkreślali: to była najlepiej funkcjonująca drużyna sezonu. Nie najlepsza kadrowo, ale najlepsza jako zespół.





