Oszczędności życia oddali oszustom. Dzisiaj opowiedzieli nam jak to się stało

Oszczędności życia oddali oszustom. Dzisiaj opowiedzieli nam jak to się stało Fot. Pixabay/Frantisek Krejci

Metoda na „wnuczka” i „policjanta” wciąż zbiera żniwo. W ubiegłym roku seniorzy oszukani w ten sposób stracili 60 mln zł.

Z policyjnych danych wynika, że emeryci oddają fałszywym krewnym i policjantom nie tylko pieniądze, często likwidując lokaty w bankach, ale także biżuterię. Wiele osób kierowanych chęcią niesienia pomocy wzięło kredyty, które mimo, że padli ofiarą przestępstwa będą musiały spłacać.

Naszemu portalowi udało się dotrzeć do starszego małżeństwa z Radomska, które zostało w ubiegłym roku oszukane metodą na „córkę”. Dzisiaj zgodzili się na rozmowę z naszym portalem pod warunkiem nie ujawniania swoich danych.

Radomsko24.pl: Jak to było?

- Zwykły letni dzień, zapadał zmrok. Gdy zadzwonił telefon stacjonarny odebrałam. W słuchawce usłyszałam głos, kobiety dość niewyraźny zmęczony, ale gdy podniesionym głosem i z pretensją zakomunikowała dlaczego nie poznaje własnej córki, oniemiałam.

R24: Co było dalej?

- Wszystko potoczyło się błyskawicznie. „Córka” powiedziała, że potrzebuje pieniędzy. Powiedziała, że jechała do swojej córki do Łodzi i miała poważny wypadek i wszystko jest z jej winy. Dodała szybko, że nie ma czasu opowiadać wszystkiego z szczegółami. Poprosiła, aby ojciec pojechał po pieniądze, a za 30 minut podjedzie kierowca białym busem i mamy dać pieniądze. Wszystko się zgadzało, moi wnuczkowie mieszkają w Łodzi, córka jeździ do nich często i pieniędzy nie trzymamy w domu.

R24: O jaką kwotę chodziło?

- 27 tysięcy złotych.

R24: Mieliście takie pieniądze w domu?

- Nie. Całe nasze oszczędności wynosiły 30 tys. Mąż wsiadł na rower i pojechał do banku. Najgorsze było to, że Pani w okienku kasowym znając trochę mojego męża, trochę zażartowała. Po co nam taka gotówka? Mąż zbył to pytanie, bo miał zaznaczone, że liczy się każda minuta i lepiej żeby nie dyskutował.

R24: W tym czasie co Pani robiła?

- Siedziałam w domu, bo „córka” poprosiła abym się nie rozłączała, bo jak przyjedzie ojciec, kazała mi odłożyć słuchawkę, bo to będzie znak, że pieniądze już mamy w domu. Takie działanie miało ją uchronić od kosztów ponad 100 tysięcy, bo tyle wyceniono szkody, które były wynikiem tego wypadku tak mówiła mi „córka”.

R24: Nic Pani nie podejrzewała?

- Skąd! Człowiek był tak zdenerwowany, wszystko działo się szybko i wszystko się zgadzało. Jak mogłam nie pomóc własnemu dziecku.

R24: Co było dalej?

- Przyjechał mężczyzna odebrał przy furtce kopertę od męża i odjechał.

R24: Kiedy się zorientowaliście, że padliście ofiarą oszustwa?

- Na drugi dzień rano zadzwoniłam do córki. Odebrał zięć, gdy zapytałam czy wszystko zostało załatwione i czy córka wróciła, wszystko się wydało.

R24: Dlaczego nie dzwoniliście w tym samym dniu?

- Byliśmy tak skołowani, zmęczeni, że rozum chyba dopiero na drugi dzień wrócił. Szok. Poza tym byliśmy przekonani, że ich też sporo nerwów to kosztowało.

Zapamiętaj! Prawdziwi funkcjonariusze policji NIGDY nie informują o prowadzonych przez siebie działaniach telefonicznie!
Policjanci nigdy przez telefon nie wypytują o dane personalne oraz ilość oszczędności i miejsca ich przechowywania.
Nigdy nie proszą o przekazanie pieniędzy nieznanym osobom lub pozostawienie ich we wskazanym przez nich miejscu.
Zachowaj czujność. Jeśli ktoś będzie chciał cię oszukać, podając się przez telefon za policjanta zakończ rozmowę telefoniczną! Nie wdawaj się w rozmowę z oszustem. Poinformuj o podejrzanym telefonie kogoś bliskiego.

Ostrożność może uchronić przed utratą zbieranych przez wiele lat oszczędności. W sytuacji, kiedy masz podejrzenia zawsze dzwoń na numer alarmowy policji 997 lub 112.

Więcej o:
komenda powiatowa policji w radomsku radomsko oszustwo metoda na wnuczka
Wróć na stronę główną

KOMENTARZE

PRZECZYTAJ JESZCZE