Radomsko, Łódzkie 7.5o Czwartek, 21 Marca 2019
Autopromocja reklama

Niezwykły spektakl w MDK

Kultura i rozrywka

25 września w Miejskim Domu Kultury Teatr „Pinokio” z Łodzi zaprezentował niezwykły spektakl „Bruno Schulz – historia występnej wyobraźni”, wyreżyserowany przez Konrada... ››

 

25 września w Miejskim Domu Kultury Teatr „Pinokio” z Łodzi zaprezentował niezwykły spektakl „Bruno Schulz – historia występnej wyobraźni”, wyreżyserowany przez Konrada Dworakowskiego. Zagrali: Ewa Wróblewska, Żaneta Małkowska, Urszula Binkowska, Piotr Szejn, Mariusz Olbiński.


 Sztuka była bardzo specyficzna i oryginalna – gra nie opierała się na dialogach, gdyż głównymi „bohaterami” były lalki prowadzone przez ludzi z krwi i kości. Dużą rolę odgrywało też światło i klimatyczna muzyka. Zaskoczeniem okazały się oryginalnie wplecione w całość krótkie filmiki wyświetlane np. na płótnie lub innym przedmiocie, który w danej scenie akurat odgrywał jakąś istotną rolę.

 

Spektakl był bardzo alegoryczny i wymagał od widza olbrzymiego skupienia. Żaden ruch, żaden przedmiot nie mógł zostać pominięty, wszystko miało swój ukryty przekaz. Widowisko na pewno pozostanie w pamięci publiczności na długo.

 

Udało nam się przeprowadzić wywiad z jedną z aktorek, Ewą Wróblewską:

r24: Ile trwają przygotowania do tego typu spektaklu?

E.W.: Próby trwały bodajże dwa miesiące.

r24: Czy dużo jest pracy i czy jest ona ciężka, przy zorganizowaniu spektaklu, gdzie wszystko musi być perfekcyjnie dograne, zważając na fakt, iż sztuka ta właśnie taka była? Czy aktorzy sami „wyczuwają”, kiedy ma nastąpić przejście? Chodzi mi zwłaszcza o te „etiudy” filmowe.

E.W.: Wszystko jest ciężką pracą. Sam montaż i organizacja projekcji to była osobna działka, przygotowane to zostało przez osobę za to odpowiedzialną, było to pracochłonne. Aktorzy byli odpowiedzialni za animację techniczną i oczywiście za wszystkie działania aktorskie – bardzo dużo motywów pojawiających się w scenach wyszło od nas samych, nie były one narzucane przez reżysera, na zasadzie prób i błędów szukaliśmy ciekawej pozy, sposobu, by wyrazić emocje. Próby polegały na wiecznych poszukiwaniach, ten spektakl nie miał właściwie scenariusza – opieraliśmy się na tekstach Schulza, które chcieliśmy wykorzystać i na ich podstawie organizowaliśmy działania na scenie.

r24: Czyli pomysł na taką formę spektaklu wyszedł od samych aktorów?

E.W.: To znaczy reżyser też miał swoje własne pomysły, ale spektakl to była nasza wspólna, twórcza praca i wszyscy bardzo dobrze wspominamy ten czas tworzenia.

r24: Ile razy wystawialiście ten spektakl?

E.W.: Trudno mi powiedzieć, ale wydaje mi się, że nie była to większa liczba niż dwadzieścia spektakli.

r24: Czy lepiej i ciekawiej robi się takie niestandardowe spektakle, czy tradycyjne, gdzie główną rolę odgrywa aktor, dialog, rekwizyt…?

E.W.: W naszym spektaklu było więcej możliwości, więcej wyrażania siebie poprzez ruchy ciała, jest to bardzo rozwojowe dla aktora, przynajmniej w naszym przypadku.


komentarze