Horda, quasi-fanki, vis-a-vis, hałastra - Radomsko pisało dyktando

Hubert był zmęczony. Czuł, że dopada go późnojesienna chandra. Co wieczór otaczała go horda rozhisteryzowanych quasi-fanek oraz wataha chimerycznych, obskurnych wyrostków. Zamarzył o... ››

Hubert był zmęczony. Czuł, że dopada go późnojesienna chandra. Co wieczór otaczała go horda rozhisteryzowanych quasi-fanek oraz wataha chimerycznych, obskurnych wyrostków. Zamarzył o nicnierobieniu. Ni stąd, ni zowąd pomyślał: „Dosyć hałasującej hałastry i rozdawanych na łapu-capu autografów. Czas na ekstrapodróż”.

 

Tak brzmiał początek dyktanda, które odbyło się w czwartek 2 czerwca w Radomsku. Jego organizatorem był Zamiejscowy Ośrodek AHE w Radomsku.

 

Dyktando miało charakter drużynowy - udział wzięło w nim 12 pięcioosobowych drużyn - 9 ze szkół ponadgimnazjalnych, 2 z gimnazjum i jedna firma.

 

Treść dyktanda nawiązywała do historii Radomska, a odczytał ją dyrektor radomszczańskiego muzeum - Krzysztof Zygma. Każdy z zawodników miał za zadanie napisać jeden akapit całego tekstu na dużej tablicy. Wśród dyktowanej treści nie brakowało słów trudnych i podchwytliwych.

 

Po wnikliwym sprawdzeniu wszystkich prac wręczono nagrody zwycięzcom:

I miejsce - Błędołamacze z II Liceum Ogólnokształcącego (Alicja Piekarska, Justyna Krawczyk, Przemysław Wolski, Krzysztof Karliński, Kinga Pluta)

 

II miejsce - Optymiści z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 (Przemysław Sabady, Angelika Flaszka, Paulina Olczyk, Weronika Dzwonek, Anna Szczepańska)

 

III miejsce - Kogici z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 ( Małgorzata Górka, Julita Krawczyk, Bartłomiej Dzionek, Przemysław Duda, Paulina Młynarczyk)

 

Nagrodę specjalną za bezbłędne napisanie fragmentu dyktanda otrzymała Katarzyna Przepióra z drużyny ESBANKU. Drobne upominki i dyplomy trafiły także do reszty uczestników.

 

Poniżej prezentujemy treść całego dyktanda. Z którymi słowami mielibyście problem?

 

Hubert był zmęczony. Czuł, że dopada go późnojesienna chandra. Co wieczór otaczała go horda rozhisteryzowanych quasi-fanek oraz wataha chimerycznych, obskurnych wyrostków. Zamarzył o nicnierobieniu. Ni stąd, ni zowąd pomyślał: „Dosyć hałasującej hałastry i rozdawanych na łapu-capu autografów. Czas na ekstrapodróż”. Wsiadł więc do swojego nowego samochodu marki Mercedes (lub: „Mercedes”) i ruszył przed siebie.
W czasie dwuipółgodzinnej podróży Hubert przemierzył część Mazowsza i ziemi łódzkiej. W końcu dotarł do Radomska. Zachwycił się rdzawoczerwonym zachodem słońca i niebiesko-białym niebem nad wieżami klasztoru Franciszkanów i stojącym vis–á-vis ratuszem. Podziwiał także melanż żółtozielonych barw jesieni w parku przy placu 3 Maja.
Nazajutrz, dzierżąc w dłoniach książkowy przewodnik, ochoczo przemierzał dróżki, będące niemymi świadkami historii miasta Różewiczów. W samo południe chyżo przekroczył próg muzeum. W dziale archeologicznym poznał pradzieje ziemi radomszczańskiej. Obejrzał także rzemiosło artystyczne oraz wyroby przemysłu charakterystycznego dla miasta.
W przededniu powrotu do normalnego życia Hubert naprędce jadł lekko strawne śniadanie. Czując, że jest nieco spóźniony, czym prędzej zaczął pakować bagaże, czyniąc przy tym ogromy chaos i harmider. Niechętnie wyjeżdżał. Marzył o zgłębieniu arcyciekawej historii miasta o zaborze pruskim, o Księstwie Warszawskim, o Generalnej Guberni.
W drodze z hotelu zahaczył jeszcze o prześliczny drewniany kościółek św. Marii Magdaleny. Zakochał się w tej wielowiekowej, jakże uroczej, budowli. Opuszczając miasto jeszcze raz zerknął w stronę wież kilkukrotnie trawionego przez pożary klasztoru. „Żegnaj piękne Radomsko” – pomyślał i dodał na głos: „Jeszcze tu wrócę”.

Więcej o:
dyktando ahe
Wróć na stronę główną

KOMENTARZE

PRZECZYTAJ JESZCZE